czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 3 - Nadya

Rozdział 3 - Początek anioła- Nadya Wylla Sherwood


Chcesz być szczęśli­wym przez chwilę? Zemścij się. Chcesz być szczęśli­wym zaw­sze? Przebacz. -  Henri Lacordaire

  Patrzenie na twarz Olivera sprawia mi radość. Nie mam pojęcia dlaczego. Może dlatego, że wydaje mi się przerażony. Wydaje mi się. Bo wcale nie jest. Jest zdziwiony, może trochę... szczęśliwy? Tak, to to. Wydaję mu się że ożyłam. Że mnie nie zabił. Pudło, bracie.
 Pomyślałam, że nie ma sensu na włóczenie się po mieście. Po chwili wróciłam do mojego ciała, no i niestety do Olivera.
 - Zabiłeś mnie - mówię prosto z mostu, spokojnie. Jestem opanowana.
 - To co tu robisz? - pyta, wreszcie zaniepokojony.
 - Wróciłam cię nękać - odpowiadam z uśmiechem - Nawet po śmierci jestem wariatką.
 - Nie... ja nigdy...Czekaj. Nie rozumiem - chłopak stracił kontrole. Nie wie co mówi, co się wokół niego dzieje. I najwyraźniej zapomniał że obok niego materialną część mnie pakują do worka na trupy.
 - Spójrz - nakazuje, wskazując na otoczenie - Mnie już nie ma. Dzięki tobie. Gratuluję.
 Powoli do niego dociera. Wygląda jakby miał się rozpłakać, ale wiem, że tego nie zrobi. Faceci i ich duma...
 - Jesteś duchem?
 - No raczej. Poza tobą nikt mnie nie widzi. Uważaj, jeszcze cię wezmą za czubka. Rozmawiasz ze ścianą.
 - Dlaczego ja?
 - Dlaczego nie?
 - To dlatego, że ja... Moja wina...
 - W pewnym sensie. Tam na górze. Miałam wybrać, wybrałam ciebie.
 - Możesz mówić jaśniej?
 - Jestem twoim aniołkiem, chłopcze.
 - Jak to ?!!!
 - Hmm.... No normalnie.

Jesteśmy zajęci kłótnią, a w pewnej chwili do Olivera podchodzi lekarz.
 - Dobrze się czujesz? - pyta z troską.
 - Tak. Ja muszę pójść do domu. Przespać się.
 - Przykro mi. Policjanci chcą zabrać cię na komisariat. Złożysz zeznania i będziesz wolny.

Wraz z glinami jedziemy na komisariat. Jasne, mnie widzi tylko Oliver.
 - Więc, nazywasz się Oliver Quickwell - policjanci i ich sposoby przesłuchiwania. Żenada.
 - Tak.
 - Nadyę Sherwood znałeś ze szkoły?
 - Już mówiłem, że tak.
 - Spokojnie. Opowiedz nam jeszcze raz dokładnie co się wydarzyło.
 Przyglądam się wszystkiemu z boku. W pewnej chwili zauważam kij bejsbolowy. Skąd on tu? Nie mam pojęcia. Pewnie to własność jakiegoś gangstera. Próbuję go chwycić, ale bezskutecznie. Oliver mnie obserwuje. Idiota, nie wie, że dla otoczenia wygląda jak szaleniec.
 - No więc szedłem ulicą, wracałem ze sklepu. Zobaczyłem Sher... Nadyę. Złapałem ją. Nie wiedziałem o pościgu. Błagała żebym ją puścił - słuchając go zamieram. Oliver patrzy mi prosto w oczy. A ja staram się nie odwracać wzroku. Mam z tym problem, pierwszy raz w życiu. Znaczy pierwszy raz w mojej egzystencji. Już nie życiu.
 - Proszę mówić dalej.
 - Miałem ją puścić. Już ją puściłem. Już prawie uciekła. Kilka sekund i by żyła.
 - Ale nie zdążyła...
 - Nie. Nie powinien strzelać. Nie stawiała oporu. Ucieczka to nie opór. Nie powinien strzelać. Ja nie powinienem jej zatrzymywać...
 - Dobrze. Dziękujemy panu. To wszystko, może pan odejść. W razie potrzeby skontaktujemy się z panem.

 Idziemy ulicą. Wiem, że idziemy do domu chłopaka. Jego matka już wie co się stało. Przytula go bez słów i pozwala iść do swojego pokoju. Siedzimy w ciszy.
 - Masz rodzeństwo? - pytam z nudów.
 - Starszego brata. Ale z nami nie mieszka.
 - A twój stary?
 - Jest w pracy.

Wstaję i rozglądam się po pokoju. Zwykłe pomieszczenie. Łóżko, biurko, szafa, telewizor, komputer. Nudy...
 Wtedy coś mi się przypomina.
 Benji!!! Benjamin!!! - myślę ze skupieniem. Widocznie dziwnie wyglądam, bo Oliver pyta.
 - Dobrze się czujesz?
 - Jestem duchem, ja nie czuję!
 - A. Sorry.
 I wtedy pojawia się Benjamin.
 - Wzywałaś mnie, aniołku?
 - Tak. I nie mów do mnie aniołku.
 - Kto to? - pyta Oliver.
 - Widzisz go? - dziwie się
 - Pozwalam mu na to - odpowiada za niego Benji - Czego chciałaś?
 - Czemu nie mogę dotykać przedmiotów.
 - Możesz. Ale musisz się tego nauczyć. Skup się, jakoś dasz radę.
 - Niezły z ciebie nauczyciel.
 - Kto to? - znowu pyta Oliver.
 - Mój opiekun Benjamin.
 - Anioł?
 - Tak.
 Do późna siedzimy ucząc mnie sztuczek różnego rodzaju. A Oliver obserwuję nas z fascynacją i zdumieniem. Mimo to, chyba się zemszczę.

1 komentarz:

  1. Nareszcie wiem coś więcej na temat jej śmierci :-) Policjant na serio nie może tak strzelać czy kot to zrobił... Chyba, że ścigana czy ścigany stanowi zagrożenie dla społeczeństwa, ale nie wnikam, bo się nie znam :-D

    OdpowiedzUsuń