czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 1 - Mella



Rozdział 1 cz.3- Mella Carla Grant


Śmierć, to tylko proste słowo...na opisanie brakuje nam słów...


Zwykły deszczowy dzień w Londynie. Była godzina 12, 13...sama nie wiem, ostatnio żyje swoim życiem, nie obchodzi mnie nikt...nawet moja ciotka, z którą mieszkam..tak tak, nie mam rodziców..zginęli, gdy miałam 6 lat. Wstałam jakoś z łóżka i powlokłam się na dół coś zjeść. Nikogo w domu nie było, oprócz jej "narzeczonego" jakby można go tak nazwać, tajemniczy z niego typ. Nazywa się Victor..głupie imię, dla głupiego człowieka. Siedział sobie w kuchni, popijając kawę i czytając gazetę. Na blacie leżała tylko wiadomość od ciotki " poszłam do pracy, postaram wrócić jak najszybciej. Zrobiłam ci tosty. Anna. PS. Bądż miła dla Victora." Obok mnie leżały tosty, wzięłam je i poszłam z nimi do salonu przed telewizor. Włączyłam telewizor i wzięłam się za tosty. Po zjedzeniu, odstawiłam talerz do zlewu i poszłam na górę się ubrać. Po 30 minutach byłam gotowa. Ktoś puka do drzwi.

- Słuchaj wychodzę, dom jest na twojej głowie.
- Ehe, spoko Victor.
- Gówniaro!! grzeczniej się odzywaj.- złapał mnie mocno za rękę.
- Pierdol się!- wyrwałam się od niego i usiadłam na łóżku.
- Pożałujesz tego..- popatrzył tylko na mnie, trzasnął drzwiami i wyszedł.

Długo nie zastanawiając się, wzięłam kurtkę i poszłam z Victorem. Szłam za nim 20 minut, potem go zgubiłam. Przeklęłam pod nosem i usiadłam na ławce. Gdzie on mógł pójść? Gdzie on mógł pójść? myślałam..aż w końcu zgadłam. Szybkim ruchem poszłam do klubu go-go, ostatnio znalazłam u niego w kurtce wizytówkę z tym klubem...żal. Przy wejściu stał jeden napakowany łysy facet. Dziwnym trafem mnie wpuścił...gdy schodziłam na dół,zaczepiali mnie faceci, jednemu powiedziałam by się odwalił, drugiemu przywaliłam. Zaczęłam się rozglądać za Victorem, nigdzie go nie było..za to byli koledzy ze szkoły? Żadna im nie chce potańczyć, to przyszli tu. Nagle podszedł do mnie jakiś typ po 30.

- Może się czegoś napijesz?- zapytał się.
- Sam się kurwa napij! nie przyszłam tu na jakieś zabawy czy coś.
- A czego dama tu szuka?
- Na pewno nie ciebie.
- Może się zabawimy w hotelu?- pogłaskał mnie po policzku.
- Weź odwal się!! Nie rozumiesz?
- Powiedz mi to w łóżku.
Oj nieźle mnie zdenerwował, przymierzałam się by mu wywalić, lecz nagle ktoś złapał mnie za rękę.

- Nie rozumiesz co ci powiedziała?- zapytał się jeden z kolegów ze szkoły, jeśli się nie mylę ma na imię Chris.
- Nie rozmawiam z tobą..po pierwsze, a po drugie nie wtrącaj się.
- Już się wtrąciłem, od tego zacznijmy.
- Oj dobra- popchnął go i podszedł do jakiejś babki.

- Nie musiałeś nic robić, poradziłabym sobie.- powiedziałam do niego zdenerwowana.
- Taa jasne, widziałem, a co ty tu wgl robisz?
- Nie twój zakichany interes.
- Jak zwykle miła do szaleństwa- odparł.
- Dla ciebie zawsze.- odpowiedziałam i wyszłam z tego czegoś.

Gdy wyszłam z tego klubu była godzina 17, powoli zaczynało się robić ciemno. Poszłam w stronę domu. Miałam przeczucie, że ktoś mnie śledzi, zaczynałam się powoli bać. Idąc, nagle ktoś mi zakrył usta i zaciągnął za zaułek. Oczom nie wierzyłam był to...Victor. Przerażona wiedząc, że w ręku ma nóż, chciałam mu uciec, lecz mnie złapał i rzucił o ziemię.

- Dlaczego mnie śledziłaś? I byłaś w kubie?- zapytał się.
- Od dawna widziałam, że coś ukrywasz, dowiedziałabym się jakoś godzinę temu, lecz jakiś pajac mnie zaczepił.
- Aaa David...tak widziałem.- zaśmiał się pod nosem.
- Mogę wiedzieć, czemu mnie tu zaciągnąłeś?- zapytałam się.
- Pamiętasz...rano powiedziałem ci, że pożałujesz.
- Hahaha..dobre.
- Nie śmiej się szmato!!
- Szmatę, to masz do podłogi.- gdy to powiedziałam, Victor mnie uderzył.
- Jesteś zwykłą smarkulą, która mieszka u nas.
- To jest dom Anny, nie twój, od tego zacznijmy!
- Już niedługo. Już niedługo kochana.
- Co masz na myśli?- zapytałam się.
- Najpierw zabiję ciebie, potem twoją kochaną cioteczkę- znów się zaśmiał.
- Tylko ją tknij..pożałujesz!!
- Nie strasz...nie boje się ciebie.
- A powinieneś.
- Zamknij się suko!!- znów mnie uderzył, tylko mocniej.

Wkurzona wstałam i rzuciłam się na niego. Wywaliłam go na ziemię...biłam go po twarzy, brzuchu. Nagle poczułam, coś wbitego w plecy...nóż. Opadłam na ziemię, trzymając rękę, przy ranie. Victor uciekł. Zaraz przy mnie pojawił się Chris. Próbował mnie ratować, robić co w jego mocy, zadzwonił po karetkę.Usiadł przy mnie, wziął moją głowę i położył na kolanach Powtarzał cały cza, żebym wytrzymała, karetka zaraz będzie. Spojrzałam na niego, próbując coś powiedzieć, lecz...odeszłam.



1 komentarz:

  1. Każda śmierć ciekawa i otwarcie powiem, że ta ląduje jako druga w top ulubionych hm.. śmierciach? Nie wiem jak mam to powiedzieć xD Niestety mam jedno ale. Nie ma za dużo błędów w przecinkach, ale rażą mnie błędy związane z spacją :-) To tyle!

    OdpowiedzUsuń